O konserwatywnym republikanizmie

dnia

O konserwatywnym republikanizmie
Petros Domestosigos

Moją koncepcję polityczną dla Surmenii można określić wieloma sformułowaniami. Osobiście preferuję termin „konserwatywny republikanizm”, choć oczywiście można do niego dodać wiele dodatkowych przymiotników: „narodowy”, „chrześcijański”, „demokratyczny” – czy też, idąc tropem określeń anglosaskich (nie rozpowszechnionych w naszym kręgu kulturowym) „współczujący” („compassionate”).

Określenia te to jednak tylko forma. A formie można nadać każdą treść – papier jest cierpliwy, co widać w Surmenii aż nadto. Dlatego też, aby moje deklaracje nie pozostały puste – chcę przedstawić w tym artykule co znaczą dla mnie poszczególne te sformułowania.


Najpierw – republikanizm. Najprostsza interpretacja, ze chodzi o poparcie dla republikańskiej formy rządów (przeciwstawionej monarchii) jest poprawna, ale na podstawowym poziomie. Nie jestem zaciekłym antymonarchistą, widzę zalety takiego ustroju i chciałbym, aby przynajmniej część z nich zachować również w ustroju republikańskim.

Jednak sięgając do łacińskiego źródła słowa – res publica, rzecz wspólna – widzę republikę jako wspólnotę wartości i ideałów, jako wspólną ojczyznę która nie może być własnością jednej osoby – władcy, który mógłby – wedle swojego mniemania – rozporządzać wszystkim, co społeczeństwo zbudowało. Dlatego też przychylam się do republikanizmu, a nie do monarchii. Oczywiście możliwe byłoby korzystne połączenie, które zachowałoby ustrój monarchii – jak funkcjonowało to w okresie realnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Na dzień dzisiejszy Surmenia jest republiką – i dalsze zmiany tego stanu rzeczy bez konkretnych, a znaczących przesłanek byłyby niesłuszne.


Dalej – konserwatyzm. Łaciński termin, który najlepiej spolszcza się na „zachowawczość”. Chodzi tu o zachowanie i wspieranie tradycji i wartości, tego, co najważniejsze. Sprzeciwiam się zatem rewolucjom, ale i mniej lub bardziej gwałtownym reformom, odrzucaniem tego, co wypracowały wcześniejsze pokolenia. To w naszej wspólnej, Surmeńskiej historii znajdziemy przykłady tego, jak postępować.

Czy dopuszczam jakiekolwiek zmiany? Tak, to nie jest jakiś ślepy, absolutny tradycjonalizm. Niekiedy zmiany są konieczne, dla lepszego działania wspólnoty. Jednak zmian nie należy podejmować bezmyślnie, bez  dokładnego przeanalizowania ich potrzeby, przyczyn i ewentualnych skutków. To zwykła odpowiedzialność wobec swojego państwa.

Zaznaczyć trzeba, że czasami to nie zakres zmian jest problemem, ale metoda ich wprowadzania. Często mniejszym złem są zmiany dalej idące, ale stopniowe, szanujące i uwzględniające dotychczasowe tradycje niż zmiany stosunkowo mniejsze, ale wprowadzane nagle, bez oglądania się na to co było dotychczas. Umiar i stopniowa ewolucja powinny być podstawowymi wskazówkami w tej mierze


Po trzecie – nacjonalizm. Naturalnym jest, że w naszych, wirtualnych warunkach nie można mówić o narodzie w ujęciu etnicznym czy rasowym, byłaby to bzdura. Naród rozumiem jako ogół Obywateli Surmeńskich – niezależnie, czy są oni kulturowo Surmeńczykami, Kukryjczykami czy Ciprofloksjanami. Surmenia należy do nich wszystkich.

Jest to też źródło sceptycyzmu wobec wszelkich form podwójnych obywatelstw. Choć nie odrzucam tej koncepcji jako takiej, uważam że każdy powinien mieć wskazaną ojczyznę, gdzie koncentruję swoją działalność, w szczególności w zakresie politycznym – a w innych może realizować się w innych dziedzinach, z poszanowaniem uwarunkowań kulturowych.


Po czwarte – chrześcijaństwo. Niezależnie tu od denominacji, bo w naszych warunkach różnice teologiczne nie występują raczej, a organizacyjne są drugorzędne. Oczywiście jest to zaczerpnięcie z realnego świata, ale nie chybione, bo wszak realnie zdecydowana większość z nas jest Polakami i Chrześcijanami. Jest to zatem źródło wartości, którymi wielu z nas się kieruje.

Te wspólnych wartości, powinny być wspierane i doskonalone. W końcu – poza zwykłą rozrywką – czy nasz świat mikronacji nie powinien być okazją do rozwoju? Nie tylko w sensie przyziemnych umiejętności, ale również doskonalenia moralnego. I w tej domenie powinniśmy sięgać do wiary i nauk kościoła.


Punkt piąty – demokracja. Jak wiadomo, ustrój republikański nie koniecznie warunkuje demokratyczne rządy – możliwe są różne inne formy z przewagą oligarchii wszelkiego rodzaju. Pokusa, aby oddać rządy w wyróżnione ręce – jeżeli nie monarsze, to przynajmniej grupie „doskonalszych” jest powszechna wśród prawicy konserwatywnej. Cóż, gdy zazwyczaj siebie zawsze widzi się w tejże grupie, do niższej spychając tych, którymi się gardzi i nie szanuje.

Bóg, tworząc nas uczynił nas równymi. Nie takimi samymi – różnie rozdzielił swoje dary – intelekt, zdolności, urodę i inne cechy. Ale czy chrześcijańskim byłoby pogardzać i pozbawiać praw tych, którzy zostali nierówno obdarowani? Wiadomym jest, że mądrą rzeczą dla głupich aby za przykładem rozumnego podążać, gdy brak im własnego konceptu.  Czy jednak sama mądrość jest podstawą, aby grzesznie innymi pogardzać i odbierać im prawo do decydowania o sobie?

Mym zdaniem, demokracja, jakkolwiek mogąca okazać się wadliwą, jest też łatwiejsza do naprawienia i do skorygowania błędów, które wśród grzeszników zawsze niechybnie pojawią. Podczas gdy złego przywódcę monarchicznego czy autokratycznego – gdy błądzi – trzeba obalać albo znosić w inny sposób, to demokracja ma swoje, jakkolwiek nie zawsze doskonałe, metody rozładowywania tego typu konfliktów.


Ostatni z epitetów mojego konserwatyzmu to współczujący. Po polsku brzmi to nieco mniej składnie niż angielskie compassionate conservatism. Jest tak dlatego że w naszym kraju, z którym język jest nieodłącznie związany, słowa współczujący polityk kojarzą się raczej z medialnym populizmem niż z faktycznymi czynami.  Tym niemniej nie rezygnuję z niego, bowiem odnosi się do bardzo ważnego elementu moich poglądów.

Odrzucam często faworyzowane przez wielu prawicowców idee skrajnego liberalizmu gospodarczego i społecznego. Odrzucam dążenie do państwa minimum – choć to bardziej dla zaznaczenia odrębności, gdyż również uważam, że państwo nie powinno być nadmiernie rozbudowane, ale zupełnie gdzie indziej kreślę granicę wspomnianego minimum. Państwo powinno działać na rzecz społeczeństwa – regulować tam, gdzie może dojść do nadużyć i chronić tych, którzy mogliby paść ich ofiarą. Rynek, pozostawiony sam sobie, a gnany jedynie żądzą zysku może – i zazwyczaj tak jest – prowadzić do wyzysku sprzecznego z naukami Chrystusa.

Faktyczną odpowiedzią na potrzebę pogodzenia kwestii wolności osobistej, prawa do inicjatywy ekonomicznej z potrzebami bytowymi i moralnymi społeczeństwa jest ścisły ordoliberalizm, gdzie państwo kontroluje i organizuje pole dla rynkowej konkurencji, dbając aby uczestnicy nie naruszali ustalonych zasad. Treść zaś dla tej formy określa najlepiej nauka społeczna Kościoła, odrzucająca zarówno zbrodnicze ideologie socjalistyczne (komunizm czy nazizm) jak i nadużycia i wyzysk libertariańskiego kapitalizmu.


Na tym skończę ten przydługi artykuł, czy też bardziej – manifest ideowy. Surmenii potrzeba narodowo-konserwatywnego odrodzenia. I ku niemu będę działał i dążył.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s